sobota, 9 maja 2015

Witaj, Maluszku!

Słodki Maluszku,

Czekaliśmy na Ciebie długie miesiące. I oto jesteś z nami, Śliczna Kruszynko.

Dzień, w którym pojawiłeś się na świecie, jest dla nas najwspanialszym świętem, nasz najcenniejszy Skarbie.

To dla Ciebie radosne ptasie trele, dla Ciebie barwna tęcza i pulchne obłoczki na niebie. Dla Ciebie złociste promienie i blask gwiazd najjaśniejszych, i uśmiech księżyca.

Uśmiechaj się zawsze szczerze, śmiej się radośnie i beztrosko! Rośnij, poznawaj, baw się, ucz i przeżywaj- cały świat stoi dla Ciebie otworem, a my wszyscy, Twoi najbliżsi, nieba Ci przychylimy.

W naszych oczach zobaczysz najdoskonalszą miłość, a w ramionach- schronienie przed całym złem.

Witaj, nasze Szczęście!

***

Kiedy przychodzi na świat dziecko, śmieją się anioły. To piękna i wzruszająca chwila, którą warto celebrować. Każdy znajdzie własne słowa, aby opisać te wszystkie emocje, które wywołują w nas narodziny Maleństwa.
Dla takich momentów stworzyłam karnety, które mogą służyć zarówno jako kartka, jak i zaproszenie.
 









***
Sesja zdjęciowa odbyła się w cudownym miejscu, pełnym pięknych i wysmakowanych przedmiotów. Sklep Dekor mieści się w Świnoujściu, przy ul. Matejki 34 (w budynku sklepu "Stokrotka").
Zachęcam Was do odwiedzenia tego przybytku- gwarantuję, że nie wyjdziecie z pustymi rękami :)

wtorek, 5 maja 2015

Sponsoring- cała prawda



Od pewnego czasu dostaję wiadomości od autorek różnego rodzaju blogów, które zapraszają mnie do wzięcia udziału w organizowanych przez nie konkursach. Cała zabawa polega na tym, że ja sponsoruję nagrodę, a w zamian dostaję mnóstwo nowych polubień mojego profilu na Facebooku. Czy gra jest warta świeczki? Zasięgnęłam języka u dwóch bardzo przedsiębiorczych kobiet, które posiadają doświadczenie w tym temacie. 

Karolina Moskalik, autorka bloga "Mama pisze i testuje" oraz właścicielka sklepu internetowego z akcesoriami dla mamy i dziecka Kurczak Ptyś już kilkakrotnie brała udział, jak i organizowała takie konkursy.
Karolina: Takie większe, gdzie oprócz mnie byli także inni sponsorzy, to były dwa. Organizowałam też kilka mniejszych konkursów, w których tylko ja dawałam nagrodę.
W tego typu konkursach bierze udział także Justyna Ciborowska, właścicielka firmy Omenka- Rękodzieło Artystyczne.
Justyna: Brałam udział już w trzech konkursach– w tym jeden był wspólnie organizowany z moją koleżanką. Poza tym zorganizowałam jeszcze jeden konkurs własny dla pozyskania nowych fanów strony.

Dla rękodzielników, którzy sponsorują nagrody, ale również dla organizatorów, to doskonała okazja dla pozyskania ogromnej ilości nowych fanów. U mnie liczba "lubisiów" wzrosła dwukrotnie. Podobnie to zadziałało na profilu Omenki. 
Justyna: Dużo wzrosła ilość fanów odkąd zaczęłam brać udział w konkursach. Przed rozpoczęciem pierwszego konkursu miałam ok 250 polubień strony, dziś natomiast (ok. 2 miesiące później) strona ma prawie 850 fanów.
Jak się rzecz miała w przypadku fanpejdża Kurczakptys?
Karolina: Ciężko powiedzieć, ponieważ polubienia które wpływają są nie tylko z konkursów. Po za tym, jak organizuję konkurs to dodatkowo też sponsoruję w innym tak więc nie wiem ile polubień wpływa z jednego konkursu.

A jak to wszystko wygląda od strony technicznej? Co sprawia organizatorom najwięcej trudności?
Karolina uważa, że najtrudniejsze w organizacji jest zrobienie strony konkursowej:
Ja zwykle organizuje go na swojej stronie internetowej i po prostu udostępniam na FB. Potrzeba bardzo dużo pracy, na wstawienie wszystkich nagród, sponsorów i opisów...do tego potrzeba sporo pracy na dodanie przycisku "lubię to", żeby uczestnicy mogli w łatwy i szybki sposób polubić sponsorów.  
Zrobienie plakatu konkursowego to też nie jest bułka z masłem- żeby wszystko miało "ręce i nogi" i żeby nikogo nie pominąć to jest też wyzwanie!

Odpowiednia organizacja powoduje, że o konkursie dowiadują się rękodzielnicy. Justyna czasami jest zapraszana do takich zabaw przez znajomych, którzy sami występują jako sponsorzy. 

Przygotowania oraz organizacja konkursu to tylko wierzchołek góry lodowej. Karolina przyznaje, że najcięższa i najbardziej monotonna praca to sprawdzanie polubień:
Niestety trzeba to robić, bo nie wszyscy biorący udział spełniają ten wymóg...Potem ciężko jest wybrać też prace, które się nagrodzi. Jeżeli tak jak ostatnio wpłynęło mi prawie 200 zgłoszeń, a miałam tylko 50 nagród, to ciężko jest kogoś odrzucić.
 
Korzyści z takich konkursów zarówno dla organizatorów, jak i dla sponsorów nagród są podobne. 
Karolina: Poza wzrostem fanów, to przede wszystkim większy ruch na stronie internetowej jak i na fanpage. Mam super fanów:) Często komentują i udostępniają treści...dzięki temu, aż chce się pisać i organizować nowe konkursy!
Justyna: Na pewno największym plusem jest pozyskiwanie fanów, bo to się przekłada na więcej aspektów –  na wzmożony ruch na stronie, większe zainteresowanie produktami, ale również na „prestiż” sklepu. Ludzie dziś częściej niż kiedyś przeglądają sklepy na Facebook'u i tutaj liczy się ilość fanów – jeśli jest ich więcej oznacza to, że sklep jest warty uwagi, a mniej ufa się tym sklepom które mają kilkunastu do kilkudziesięciu fanów. 
Justyna, zapytana, czy planuje brać dalej udział w takich konkursach odpowiada bez wahania:
Jak najbardziej :) Uważam jednak, że trzeba takie rzeczy rozplanowywać rozsądnie i nie brać udziału we wszystkich nadarzających się konkursach, żeby nie okazało się, że wszystko co się zrobi, rozda się. Trzeba umieć sobie przekalkulować korzyści i wybierać odpowiednie konkursy . Moja rada dla tych, którzy w takich konkursach nie brali jeszcze udziału, a zależy im na pozyskaniu fanów (poświęcając własne prace)- zwracajcie uwagę na ilość fanów stron organizujących zabawy. Najlepiej kiedy strony mają powyżej 4 000 polubień i więcej – wtedy reklama naszych produktów jest efektywniejsza. 

Zawsze jednak musi być ta ciemna strona medalu... Po takich konkursach często pojawia się problem "odlubisiów". Tak Karolina nazywa osoby, które lubią nasz profil tylko na czas konkursu:
Dla mnie takie osoby to typowi konkursowicze nastawieni tylko na "DAJ za darmo", a potem znikają...Myślę, że polubienie fundatora nagrody to podziękowanie dla niego za podarowaną nagrodę i "odlubianie" go jest po postu niefajne.

Trzeba również uważać na oszustów. Przy tak dużej ilości uczestników łatwo coś przeoczyć, zdarzają się takie osoby, które wykorzystują nasze roztargnienie, zmęczenie, czy naiwność. Karolina doświadczyła tego na własnej skórze:
Czasami ludzie zgłaszają się po nagrodę, chociaż tak naprawdę nic nie wygrali....Albo tak jak było u mnie ostatnio- zgłaszają się po inną nagrodę, tzn. taką, która im się podoba, a nie tą którą wygrali. 

 Co jest korzystniejsze- organizowanie własnego konkursu, czy występowanie tylko w roli sponsora? Na to pytanie odpowiedziała Karolina:
Jeden i drugi sposób jest korzystny. Ja zaczęłam najpierw od sponsorowania nagród, a dopiero potem od organizacji swoich konkursów. Dzięki temu, na początku zdobyłam fanów, dla których potem mogłam coś zorganizować. Ciężko "przebić się" z konkursem, jeżeli ma się tylko np.100 fanów, nawet jeżeli daje się fajne nagrody. Tak więc, na początku stawiam na sponsorowanie, a dopiero potem na organizację.

Jeśli macie ochotę zrobić u siebie taki konkurs, weźcie sobie do serca wskazówki Karoliny:
Zorganizowanie takiego konkursu to bardzo dużo pracy, ja potrzebuję zwykle przed samym konkursem około 2 tygodnie, żeby wszystko było "na cacy". Dużo czasu zajmuje też znalezienie sponsorów - bo nie wszyscy są mili i przyjaźnie nastawieni, ale teraz znalazłam inny sposób na to: tworzę wydarzenie na FB i proszę o udostępnianie - sponsorzy sami się zgłaszają, a ja tylko odzywam się do tych, którzy w ostatnim konkursie dołączyli.

Ja z pewnością nie raz jeszcze się skuszę na taką zabawę. Sponsor- to brzmi przecież tak dumnie! Ale to nie wszystko- jest to z pewnością doskonały ruch strategiczny. Szansa dla naszej działalności, firmy, czy strony na skuteczną promocję. A także okazja, by poznać ciekawych ludzi. 




Serdecznie dziękuję Karolinie oraz Justynie za odpowiedzi na wszystkie moje pytania :)





















   

poniedziałek, 27 kwietnia 2015




















Wytwory mojej wyobraźni, dzieła mych rąk, kiełkujące projekty- wszystkie je traktuję jak swoje dzieci. A wiadomo- w stosunku do naszych latorośli jesteśmy zazwyczaj bezkrytyczni. Dlatego kiedy kolejny obrazek lub kartka zostaje wystawiona na widok publiczny, jakaś cząstka mnie czeka na oklaski. Domaga się pochwał. Uwielbia tonąć w zachwytach. A potem ten kawałek duszy wylewa gorzkie łzy.

Nie zawsze jest tak pięknie, jakbym tego chciała. Czasami moja wizja nie znajduje uznania. Takie momenty zdarzają się w życiu każdego twórcy. Najbardziej bolą, kiedy liczymy na sukces, gdy jesteśmy pewni, że podbijemy cały świat. Wtedy zejście na ziemię jest brutalne.

Po ostatnim projekcie liczyłam na masę zamówień. Wyobrażałam sobie zapchaną skrzynkę, setki telefonów, napięte do granic możliwości terminy... Tymczasem, telefon milczy jak zaklęty, nikt nie pisze, nikt nie zamawia. Gorzka pigułka do przełknięcia. Pstryczek w nos od losu.



Podobnie rzecz się miała z konkursami, które organizowałam na Facebooku. Myślałam, że to będzie świetna zabawa dla moich fanów. Byłam pewna, że zgłosi się mnóstwo osób. A jaka byłam z siebie dumna, że wymyśliłam takie niebanalne zadanie- oh i ah! Taka jestem kreatywna!
Guzik prawda! W konkursie wzięły udział tylko trzy osoby, a w kolejnym, wielkanocnym- żadna.

To, co dla mnie jest tak ważne, czemu poświęcam czas i energię, w co wkładam całe serce- dla innych to kolejny post na ścianie, może miła, może ciekawa rzecz, ale nie zawsze warta aż takiej uwagi. Muszę nauczyć się schować dumę w kieszeń i dalej robić swoje.



wtorek, 14 kwietnia 2015

Życie po projekcie




Znacie to uczucie obezwładniającej pustki, kiedy przeczytaliście ostatnią stronę książki, która zawładnęła Waszym sercem? Robiliście to z namaszczeniem. Ostrożnie cedziliście każde słowo, wyciskając je jak cytrynę, aby nic Wam nie umknęło. Prawda jest taka, że podświadomie opóźnialiście ten straszny moment.

On jednak nadszedł.

Tak samo, jak ciężko rozstać się z porywającą historią, trudno pogodzić się z tym, że obraz został wyszyty. Jest skończony. Nic się już nie wydarzy. Tęsknicie za bohaterami, do których poczuliście sympatię? Ja również zżyłam się z każdym krzyżykiem, supełkiem, każdą częścią składową haftu. I będzie mi ich brak.

Zawsze musi minąć trochę czasu zanim wezmę się za kolejny projekt. Muszę ochłonąć, pozbierać 
myśli. Muszę również odpocząć. Najczęściej pracuję z określonym terminem i choćby się waliło, czy paliło, pracę muszę oddać na czas. A po drodze zazwyczaj potykam się o rozmaite wypadki losowe, które skutecznie wytrącają mnie z rytmu.

Każda moja praca to kawałek czasu- godziny, dni, tygodnie, które poświęcam. Nie jest to czas stracony, bo kocham to, co robię. Ale zawsze jest to poświęcenie.

Po kilku dniach szukam już wzrokiem mojej igiełki. Kręcę się wokół pudełka z nićmi. Przeglądam nowe wzory. Głowa już pełna świeżych pomysłów. Akumulatory naładowane- można startować!

Drodzy Rękodzielnicy, czy Wy też tak macie? :)

czwartek, 9 kwietnia 2015

Jak to się zaczęło?

Przy okazji świątecznej wizyty u moich rodziców, na nowo przyjrzałam się obrazkowi, który od dawien dawna wisi w kuchni.
Moja pierwsza, "poważna" praca! Moje dzieło ;)




Ah! Jaka byłam dumna z tego obrazka!
Nie pamiętam już, ile zajęło mi wyszywanie, ale radość była niesamowita.
Teraz, kiedy patrzę na te wszystkie krzywe krzyżyki, naciągnięty materiał, krzywe linie, to na nowo doceniam swoją pracę. Początki, które zawsze są trudne. Najważniejsze, to nie poddawać się i wierzyć, w to, co się robi.

Moja przygoda z haftem krzyżykowym zaczęła się w szkole podstawowej. Właśnie wyszła nowa seria wydawnictwa DeAgostini. Na pewno pamiętacie "Ładne i proste hafty krzyżykowe". To było moje krzyżykowe "abc". Warto dodać, że wzory z tej kolekcji są idealne dla początkujących, dlatego, jeśli Wy również macie ochotę rozpocząć swoją przygodę z haftem krzyżykowym, warto zdobyć te gazety.



Kiedy pierwszy zapał minął, a ja odkryłam, że można inaczej spędzać wolny czas, igła z nitką odeszła w zapomnienie na wiele lat. W czasie studiów sporadycznie wyszywałam drobiazgi dla znajomych. Traktowałam to jako pojedyncze incydenty.  Przypływ weny. Nic więcej.

Myśl o tym, że może to być mój sposób na życie, zaświtała mi na szalonych wakacjach nad jeziorem, które spędzałam z przyjaciółką. Brak obowiązków, totalny luz, piękne okoliczności przyrody- to wszystko zachęcało do poważnych rozmów o życiu. Kiedy usłyszałam pytanie, co robiłabym, gdybym nie musiała pracować, odpowiedziałam automatycznie: haftowałabym krzyżykiem. Zaskoczyłam samą siebie. Nie spodziewałam się takiej odpowiedzi. A jednak. To siedziało we mnie głęboko i czekało na lepsze czasy.

Taka była moja droga do punktu, w którym znajduję się dzisiaj. Tak naprawdę dopiero zaczynam, raczkuję. Mam za sobą mnóstwo wątpliwości, załamań i negatywnych emocji. Ale już wiem, co chcę robić i to jest najważniejsze.

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Wesołych Świąt!

W przerwie między świątecznymi potrawami śpieszę do Was z życzeniami! Niechaj będzie smacznie, rodzinnie, spokojnie.
Pozdrawiam!

piątek, 3 kwietnia 2015

Drzewo miłości



Tak właśnie nazwałam ten projekt.

Kiedy wyszperałam w Internecie wzór do tego obrazka, miałam nadzieję, że zleceniodawca wybierze właśnie to. Nie pomyliłam się. Myślę, że jego również zachwyciła symbolika, gama kolorów i piękny motyw. Cieszę się, że mogłam go wyszyć, zwłaszcza, że jest to podarunek dla kogoś wyjątkowego dla mojego klienta. To sprawiło, że czułam dużą presję, ale satysfakcja jest jeszcze większa!

Jestem dumna z siebie, że udało mi się skończyć na czas. A nie było łatwo! Mój mały Króliczek nie dawał za wygraną i robił wszystko, żeby mnie odciągnąć od pracy. Łapałam więc każdą wolną chwilę- każdy krzyżyk był na wagę złota.

Droga do celu była kręta i usłana wieloma supełkami ;) Było prucie, były pomyłki, ale udało się. Na mojej facebookowej stronie byliście na bieżąco informowani o postępie pracy.

Zaczęło się od przedstawienia pięknych kolorów mulin, których użyłam do wyszycia tego obrazu. Tutaj w drodze z pasmanterii do domu:



Początki były trudne, nie obyło się bez prucia i poprawek:


Później już tylko było lepiej, obraz nabierał kształtów. Nie mogłam się już doczekać, kiedy wyszyję cały i będę mogła podziwiać go w pełnej krasie.






To już koniec. Obraz wyhaftowany, oprawiony, czeka na właścicielkę <3 
Mam nadzieję, że taki prezent sprawi jej radość. Życzę jej wszystkiego najlepszego!